• U nas dzień zaczął się pod znakiem klęski żywiołowej. Po pierwsze Młodsza zaspała (zablokował się budzik), po drugie pies się wczoraj wytarzał w nieczystościach i co prawda został natychmiast wyprany (obraził się śmiertelnie) ale Młodsza nie pomyślała o uprzęży i smyczy. Teraz piorą się w pralce, a psu musi dzisiaj wystarczyć smycz zapasowa, krótsza o 1,5 m i szeleczki o mniejszej funkcji ochronnej. Dyrektor nie chciał dać Młodszej dnia wolnego (ma tylko 3 godziny dzisiaj) więc wzięła taksówkę i pojechała. W rezultacie będzie miała 2 godziny, bo na pierwszą nie zdążyła na bank, okienko i dodatkową lekcję indywidualną. Dyrektorowi się nie dziwię – sypie mu się robota (jedni nauczyciele przy maturach, inni na wycieczce z klasami, brakuje ludzi, a tu jeszcze panna Anna psuje budzik) Klęska. Nakręcono na tej podstawie nawet niezły film. Otóż wpadł mi w ręce tomik “siódemek” – była taka popularna seria wydawnicza KAW. A w tym tomiku siedem nowelek pod wspólnym hasłem “Bal” pióra dobrych, bardzo dobrych pisarzy. Z tego tomiku pochodziła opowieść kaukaska Lermontowa “Bela”, o której pisałam kilka dni temu. Tym razem nie Lermontow, ale Reymont i nowelka “Z pamiętnika”. Słowo daję, że to babka pani Hanki. Pamiętnik pisze 17-latka świeżo zaręczona ze studentem kończącym studia medyczne; akcja gdzieś z przełomu XIX i XX w. Najpierw człowiek (np Pyra) zastanawia się, czy w tym wieku była równie głupia, pazerna i wredna; potem łapie takie niuanse jak ” Zła partia? Student piątego kursu? Lekarz z trzema ciotkami i trzema hipotekami?” i stara sukienka dla ubogiej krewnej grającej do tańca w czasie przyjęcia i paru innych kwiatków żywcem z salonu pani Dulskiej. Ot i mamy własną sagę : pani Dulska, pamiętnikarka, pani Hanka. A potomkinie tych pań zna każda z nas.


    votre commentaire
  • Na nasze pytanie, jak wyobraża sobie wspólny nocleg, oznajmił że ten namiot to przecież duża trójka a poza tym będzie nas ochraniał, robił zakupy, etc. No dobra… Pojechaliśmy więc razem nad Zalew Rożnowski i za pozwoleniem sołtysa rozbiliśmy się na łące nad wodą

    Na miejscu okazało się jednak, że namiot to duża dwójka (zmieściłyśmy się my, sunia i plecaki) a Chłop nolens volens wylądował w samochodzie… Po trzech dniach słodkiego lenistwa biedak zaczął mieć dosyć. My, schetane po ostrej, wielomiesięcznej pracy, właściwie nie dałyśmy się namówić na żadną dodatkową aktywność, poza przenoszeniem materacy z namiotu na słońce i z powrotem. Chłop usiłował łowić ryby, ale wyglądało to tak, że po paru godzinach “moczenia kija” wyciągał jakieś kilku(nasto)centymetrowe maleństwa, które wrzucał z powrotem do wody. Jak na złość, raz dziennie w to samo miejsce przychodził miejscowy i zawsze odchodził z pięknym okazem. Tego już Chłop nie wydzierżył. Zaczął się wyzłośliwiać na koleżance. Zaznaczam, nie były to żadne awantury z “fruwającymi panienkami” tylko inteligentne acz bardzo złośliwe docinki. Przez kolejne trzy dni byłam kibicem w tej fascynującej rozgrywce (koleżanka też dobrze sobie radziła), aż biedak zasunął “komplementem” w moją stronę…


    votre commentaire
  • Kupiłam 3 pęczki szparagów, ale obrałam i gotuję tylko 2. Straciłam cierpliwość przy obieraniu. Były dość cienkie, za to w pęczku była ich duża ilość. Kruche i świeże, pewno będą się rozpływać w ustach. Pytanie co zrobić (i kiedy) z trzecim pęczkiem. Na jutro zamówiony mam kilogram bardzo świeżych wątróbek – część smażona do obiadu, a z reszty zrobię wątróbki po żydowsku do kolacji następnego dnia. Można by je przeznaczyć na zupę, ale szkoda – takie delikatne. Może by upiec następną tartę? Ja właśnie nie wytrzymałam i zakupiłam dzisiaj sporą garstkę pięknej, żółtej fasolki, była tańsza niż szparagi :) a równie pyszna! Burza sobie poszła, ale podlała nas zdrowo. W “międzyczasie” obejrzałam górskie spacery a cappelli i chciałam zajrzec do Erynii, niestety jakiś error mi stanął na przeszkodzie. Nie wiem czy to chwilowe, czy to mój error, bo jakoś nikt inny nie narzeka. Jakieś 15 lat temu, wybrałyśmy się z ówczesną koleżanką z pracy oraz jej sunią (piękną dożycą niemiecką) na urlop pod namiot. Miał być to typowy babski wypad z zamysłem li i jedynie dolce far niente pod przysłowiową lipą. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, namiot (duża dwójka) przygotowany, transport dogadany. Tymczasem jej chłop nagle zmienił zdanie i na dwa dni przed wyjazdem oznajmił, że jedzie z nami.


    votre commentaire



    Suivre le flux RSS des articles
    Suivre le flux RSS des commentaires